Sowia Strona
info@ziolowasowa.pl

Zły wpływ

Znacie coś takiego jak „zły wpływ”?

Najczęściej kojarzony z dzieciństwem. Ja znam bardzo dobrze.
Kiedy dziś przypominam sobie niektóre sytuacje —
kiedy broiłam z przyjaciółką, rodzice robili raban,
a pół osiedla zbierało się, jakby właśnie trwało zebranie kryzysowe w sprawie naszej przyszłości —
kręci mi się łezka w oku. Na dwa sposoby.
Z jednej strony tęsknię za tamtym poczuciem wolności.
Za byciem razem bez planu, bez sensu, bez kalkulacji.
Za przyjaźniami, w których rozumieliśmy się bez słów.
Za tym słynnym „małpim rozumem” — jak dzikie, wewnętrzne zwierzątka puszczone luzem.
Z perspektywy dziecka to było po prostu piękne.
Z drugiej strony jest też druga warstwa tej tęsknoty.
Bo w takich momentach dorośli i społeczeństwo często robili wszystko, żeby nas rozdzielić.
Bo to był „zły wpływ”.
Paradoks polega na tym, że bardzo często właśnie tam było najwięcej życia.
Nie zawsze było mądrze.
Nie zawsze było bezpiecznie.
Ale było prawdziwie.
I już wtedy słowo „zły wpływ” okazywało się dużo bardziej pojemne,
niż chcielibyśmy przyznać.

2. Dorosły „zły wpływ” nie krzyczy
W dorosłości „zły wpływ” rzadko przypomina tamten.
Nie jest głośny.
Nie pachnie buntem.
Nie wywraca stołów.
Jest poprawny.
Rozsądny.
Społecznie akceptowalny.
Taki, który bez problemu przeszedłby kontrolę jakości
i dostał pieczątkę: „wszystko w normie”.
Często ubrany w: – dobre rady,
– troskę,
– normy,
– oczekiwania,
– narracje zaczynające się od:
„tak się robi”, „tak trzeba”, „przecież to normalne”.
Podcina powoli.
Bez dramatów.
Bez świadków.
I bardzo łatwo pomylić go z dojrzałością

3. Kiedy to nie jest już metafora

Trzeba to powiedzieć jasno.
Są sytuacje, w których „zły wpływ” przestaje być skrótem myślowym.
To nie jest konflikt.
Nie jest różnica charakterów.
Nie jest chwilowy kryzys.
To relacje i układy, w których ktoś: – systematycznie podważa twoje odczucia („przesadzasz”, „źle to odbierasz”),
– zawęża twoje pole wyboru, nazywając to troską lub rozsądkiem,
– uzależnia akceptację od dopasowania się,
– odbiera prawo do granic, nazywając je egoizmem,
– stopniowo obniża poczucie własnej wartości — bez podnoszenia głosu.
To nie zawsze wygląda jak przemoc.
Często wygląda jak normalność.
Jak relacja, w której z czasem: mniej mówisz,
mniej czujesz,
mniej chcesz.
I dopiero po dłuższym czasie orientujesz się,
że coś, co miało „porządkować”, zaczęło niszczyć.

4. „Po prostu odejdź” — czyli dlaczego to nie takie proste

Tu chcę być bardzo uczciwa.
Bo sama wiem, jak łatwo powiedzieć z boku: – „odetnij się”,
– „uciekaj”,
– „przestań się zadawać”,
– „postaw granice”.
Najlepiej od poniedziałku, po kawie,
w wersji premium — bez konsekwencji emocjonalnych.
Tyle że życie rzadko działa w tym trybie.
Czasem to ktoś bliski.
Czasem ktoś, od kogo jesteś w jakimś sensie zależna lub zależny.
Czasem ktoś, z kim masz wspólną historię, dzieci, codzienność.
Dlatego nie będę nikomu mówić: „bierz nogi za pas”.
Choć wiem, że czasem dokładnie to się chce zrobić.
Kryzys w niszczącej relacji rzadko zaczyna się od spektakularnych decyzji.
Częściej od bardzo małych kroków:
– od zauważenia, że przy kimś robisz się mniejsza lub mniejszy,
– od momentu, w którym zaczynasz wątpić w siebie,
– od nazwania — choćby tylko przed sobą — że to nie jest w porządku,
– od szukania wsparcia poza relacją, która rani.
Czasem naprawdę bezpieczniej jest być samej lub samemu
niż w relacji, która powoli niszczy psychikę.
I to nie jest porażka.
To jest troska o siebie.

5. Domknięcie koła — wpływ, który widzimy
Na końcu zostaje jeszcze jedna rzecz.
Mało spektakularna, ale nie do pominięcia.
Wpływ nie jest abstrakcją.
Nie dotyczy tylko „tych złych ludzi” ani „trudnych relacji”.
Każdy z nas wpływa.
Czasem delikatnie.
Czasem mocniej.
Czasem zupełnie nieświadomie.
W relacjach, które tworzymy.
W tym, jak mówimy do innych.
W tym, jak reagujemy na cudze granice.
W tym, jak traktujemy tych, którzy są zależni — partnerów, dzieci, słabszych, zwierzęta.
Nawet jeśli nie wchodzimy w głębokie relacje.
Nawet jeśli żyjemy „obok”.
Żyjemy w jednym świecie.
I każde spotkanie zostawia jakiś ślad.
Czasem bardzo cichy.
Czasem na długo.
6. Ostatni będą pierwszymi — gdzie wpływ zaczyna się naprawdę
Jest jeszcze jedna warstwa.
Ta, której zwykle nie widzimy na początku.
Bo zanim wpływ pojawi się w relacji,
zanim dotknie świata, innych ludzi czy zwierząt,
zaczyna się gdzie indziej.
W Tobie.
W najbardziej stałej relacji, jaką masz — z samą lub samym sobą.
W tym, jak do siebie mówisz, kiedy coś Ci nie wychodzi.
W tym, jak o sobie myślisz.
W tym, czy traktujesz siebie z delikatnością,
czy z tonem, którego nie użyłabyś ani nie użyłbyś wobec nikogo bliskiego.
„Bądź dla siebie dobry” brzmi jak banał.
Dopóki nie spróbujesz naprawdę.
Bo wtedy czasem okazuje się, że to wcale nie jest proste.
Że zamiast życzliwości pojawia się niechęć, złość, a nawet agresja wobec samego siebie.
I to też jest normalne.
Nie dlatego, że coś jest z Tobą nie tak.
Tylko dlatego, że być może po raz pierwszy naprawdę to zauważasz.
Jeśli przez lata traktowaliśmy siebie i świat bez uważności,
trudno oczekiwać, że nagle wszystko będzie miękkie i lekkie.
To, co było tłumione, zaczyna się ujawniać.
Nie trzeba z tym walczyć.
Wystarczy to zobaczyć.
Bo wbrew pozorom
to tutaj naprawdę zaczyna się wpływ.

Ramka Piszę o doświadczeniach, które częściej przypisywane są kobietom, ale w rzeczywistości nie mają płci.